Historia „Pierwszej miłości” Kieślowskiego

Niewiarygodne jak przypadek potrafi zmienić rzeczywistość. Tadeusz Sobolewski, z okazji przypadającej w 1997 roku rocznicy śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, zamieścił na łamach „Kina” zabawny artykuł. Przytoczył w nim wypowiedź wieloletniego asystenta Kieślowskiego – Krzysztofa Wierzbickiego – na temat epizodu, który znacząco wpłynął na powstanie jednego z najbardziej satysfakcjonujących reżysera dokumentów w jego twórczości, zatytułowanego Pierwsza miłość (1974). Gdyby nie przypadkowe spotkanie w autobusie pana Wierzbickiego, wracającego z mocno zakrapianego spotkania z rodziną, z panem Moskalem, odtwórcą głównej roli męskiej, wiozącym tym samym autobusem spodziewającą się rozwiązania żonę do szpitala, nie byłoby filmu. W końcu jego sens ukryty był w narodzinach małej Ewy, których dokładny termin stanowił dla wszystkich zagadkę.

Niespodziewanie zmieniała się również fabuła dokumentu. 17-letnia Jadwiga, wybrana podczas castingu na odtwórczynię głównej roli, wyznała w czasie rozmowy z Wierzbickim, że nie jest, wbrew oczekiwaniom twórców, samotną, porzuconą dziewczyną spodziewającą się dziecka, przeciwnie – ma kogoś, kto ją kocha i zamierza się z nią ożenić. Mimo tego doszło do spotkania z reżyserem, podczas którego speszona para, jakby w akcie buntu przeciwko całemu światu, złapała się za ręce. Ten drobny gest utwierdził Kieślowskiego i Wierzyńskiego w przekonaniu, że tych dwoje jest tym, czego obaj szukali.

Jak widać scenariusz skonkretyzował się sam, podobnie jak „sam” zrealizował film, którego akcję i tok realizacji z góry narzucił temat. Kieślowski za pośrednictwem kamery, zarejestrował rok z życia dwojga młodych ludzi, od momentu kiedy dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży do chwili narodzin jej córki.

Temat filmu na pierwszy rzut oka burzy powszechnie przyjęty stereotyp pierwszej miłości. Po obejrzeniu go zadałam sobie pytanie „I gdzie ta miłość?”. Czy wśród ginekologicznych powikłań, opłat ślubnych i przerażających peerelowskich służbistów jest choćby cień romantyzmu, namiętności i słodyczy pierwszych miłosnych uniesień? Nadzieje zawiodły, a pojęcie pierwszej prawdziwej miłości zamknęło się w urzędowej formułce: „Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny…”.

Kieślowski nie komentuje, nie upiększa, nie przejaskrawia i mimo pewnych nieuniknionych manipulacji i prowokacji, świadomy zagrożeń natury moralnej, nie przekracza granic dobrego smaku i nie wdziera się brutalnie w prywatne życie bohaterów. Twórca wedle swojej idei „rosnącego w piekarniku ciasta” zawierza całkowicie rzeczywistości i historię Jadwigi i Romka Moskalów czyni osią dramaturgii swojego filmu. W końcu, jak twierdzi artysta: „[…] życie każdego człowieka to fabuła” , a „[…] rzeczywistość […] jest wyjściem dla dokumentu. Trzeba tylko uwierzyć jej do końca, w jej dramaturgię – w dramaturgię rzeczywistości” .

Za pośrednictwem kamery, która „żyje”, odkrywa i tkwi w centrum wydarzeń, reżyser serwuje widzowi porcję przygnębiającej i trudnej rzeczywistości. Dzielnie podąża śladem młodych, u których, na przekór radom pana Becka i wbrew wzorcom, którym hołdują nauczyciele Jadwigi, jest „całkiem odwrotnie”. „Ale wiesz, potem się wyrówna to wszystko” – słyszymy z ust Romka.

Idea filmu, którego pomysł narodził się z faktu, że Kieślowskim urodziło się dziecko, dobitnie przemawia do widza i na nowo otwiera go na problem rodzicielstwa. Świat Pierwszej miłości kręci się wokół nowo narodzonego życia, z którym rodzą się obowiązki i obawy, ale też nadzieja, szczęście i stabilizacja. W bólach rodzącej matki, przejmującym krzyku dziecka i łzach ojca dojrzewa i krzepnie dotąd naiwna i lekkomyślna miłość.

Mimo że zbiurokratyzowany świat peerelowskich barier, rodem z Historii pewnej miłości Wiszniewskiego, przekreśla z góry wszelkie ludzkie prawo do miłości, sami ludzie, bez względu na sytuację ustrojową, obyczajową i społeczną, tego prawa od wieków bronią. Ukazanie młodej pary świadomie decydującej się na wybór trudnej drogi życiowej, razem z jej wszystkimi przykrymi konsekwencjami, jest najlepszym tego dowodem i najtrafniej definiuje pojęcie miłości.