Magia Szklarskiej Poręby

Szrenica – biała dama Karkonoszy

Pół godziny monotonnej jazdy krzesełkiem typu „parkowa ławka” i nagle takie zaskoczenie. Na szrenickim szczycie 1362 m n.p.m., który góruje nad Szklarską Porębą, jak okiem sięgnął polana białego puchu, z której wyrastają gdzieniegdzie zmarznięte, całkowicie ośnieżone i roziskrzone słońcem choinki. Jak turyści, którzy w środku śnieżnej nawałnicy nie zdążyli przed zamknięciem wyciągu. Ta niekończąca się przestrzeń, czystość i biel śniegu ma w sobie coś hipnotyzującego. To widok niecodzienny i tym bardziej zachwycający dla kogoś przywykłego zimą do wszystkich odcieni szarości.

Szczyt wieńczy schronisko, oaza dla zmarzniętych i głodnych piechurów lub narciarzy. Prowadzi do niego wydeptana w śniegu ścieżka, a oblodzone podejście jest małym torem przeszkód – ktoś się zsuwa, komuś ześlizgują się narty, a ja próbuję utrzymać równowagę w butach narciarskich i ze sprzętem pod pachą. Popiół ratuje sytuację.

Ze Szrenicy można udać się na 1,5-godzinną pieszą wyprawę na Śnieżne Kotły lub zjechać na znajdującą się poniżej szczytu Halę Szrenicką – rozległą polanę wymarzoną dla narciarzy, którzy nie przepadają za wąskimi zjazdami i omijaniem kilkulatków na stokach. Trasa nie jest najlepiej oznakowana i rzadziej uczęszczana, ale między ośnieżonymi choinkami warto się zgubić, by po chwili wyjechać na iście alpejską polanę. Wolno sunący orczyk pozwala mi  nacieszyć się panoramą Gór Izerskich.

Zamarznięte wodospady

Jak wygląda zamarznięty wodospad? Odpowiedzi na to pytanie szukałam na szlaku prowadzącym do Wodospadu Kamieńczyka. Zawsze fascynowała mnie potęga natury w takich miejscach. Kaskady spływające po kamieniach zmieniają bieg i nurt rzek, mimo że same wydają się niezmienne, uwięzione w wąskich skałach. Po uiszczeniu drobnej opłaty, choć moim zdaniem, wartości cudów natury nie powinno przeliczać się na złotówki, w pomarańczowym kasku mogłam bezpiecznie i w pełni legalnie oddać się przyjemności podziwiania wodospadu zimą. A jest to przedziwne zjawisko. Stany skupienia przenikają się i walczą o dominację. Lód, jak widać, nie ma przewagi, bo strumienie wody z niegasnącą energią spływają ze skał do malowniczego Wąwozu Kamieńczyka.

Najwyższy wodospad w Karkonoszach to niejeden obowiązkowy punkt na turystycznej mapie Szklarskiej Poręby. Rozpoczynając lub kończąc wędrówkę po Karkonoskim Parku Narodowym, warto odwiedzić mniejszy, lecz równie malowniczy Wodospad Szklarki – ukryty między dwoma skałami jak para kochanków w objęciu. I chociaż tutaj nie tak dawno jeden z turystów zrobił ostatnie zdjęcie w swoim życiu, miejsce nadal przyciąga spragnionych przyrody. Różne rodzaje rozgrzewających herbat z położonego nad wodospadem urokliwego schroniska „Kochanówka” niewątpliwie mają w tym swój udział…

Magiczny Szlak Ducha Gór

Od Wodospadu Szklarki udałam się Magicznym Szlakiem Ducha Gór do kolejnego kamienia milowego Szklarskiej Poręby – Chybotka – skały, która drwi sobie z praw fizyki. Nazwa szlaku tak mnie ujęła, że postanowiłam dowiedzieć się, skąd pochodzi. Otóż legenda Ducha Gór, zwanego też Karkonoszem, Rzepiórem lub Liczyrzepą, sięga już czasów średniowiecza, kiedy był przedstawiany jako demon z diabelskim ogonem, koźlimi kopytami i drewnianym kosturem. Dziś częściej wygląda na przygarbionego staruszka błądzącego gdzieś po karkonoskich szlakach, ale bez wątpienia opowieść o tym, jak stworzył Błędne Skały i panował nad tutejszą fauną i florą, ma w sobie wiele uroku.

Magia Karkonoszy potrafi oczarować i zgubić, gdy nie ma się pod ręką mapy, telefonu lub towarzystwa jak pewna starsza pani uprawiająca trekking w pobliskich, niekończących się lasach. Spotkałyśmy się na szlaku. Na jej i moje nieszczęście chudzina upadła i prawdopodobnie złamała rękę, dlatego trzeba było ją jak najszybciej odholować do cywilizacji. Czyżby to klątwa Ducha Gór, a może przestroga dla nieuważnych turystów, by nie zapuszczać się za daleko? Jedno jest pewne – opisywane w legendach Karkonosze skrywają wiele tajemnic, o których nie śniło się przyjezdnym.