Metropia. Od szamponu do końca świata

„We are the prisoners, of the system we create” głosi refren Prisoners zespołu Clawfinger. Po skonfrontowaniu z postapokaliptycznym obrazem Europy w czasach, gdy kończą się światowe zapasy ropy naftowej, sens tych słów skłania do spojrzenia na dzieło Tarika Saleha nie tylko pod kątem formy, ale przede wszystkim kontrowersyjnych treści, które niesie ze sobą ten ponury, katastroficzny film.

Jak sam twórca oświadczył w jednym ze swoich wywiadów:

„Animacja nie musi powielać rzeczywistości czy tworzyć wizji przyszłości. Powinna raczej oddawać zbiór ludzkich odczuć na temat otaczającego świata, emocji i strachu, jakie nam codziennie towarzyszą” . Sądząc po skrajnie różnych opiniach kinomanów, sama Metropia, cytując dalej Saleha: „[…] dotyka […] czegoś intymnego, doświadczeń lub wspomnień, wkraczając w bardzo osobiste rejony obaw i słabości widzów”.

Szwedzko-egipski reżyser zarysował przed Europejczykami przerażającą, futurystyczną wizję zdominowanego przez konsumpcjonizm kontynentu, nad którym nie tak dawno jeszcze równie skutecznie rozciągał swe panowanie system totalitarny. I to do niego bezpośrednio nawiązują przerażające obrazy Metropii.

W swojej pierwszej animacji pełnometrażowej twórca przedstawił przygnębiający, wyjałowiony i wyzuty z wszelkich wartości świat, w którym reżim sprawuje złowrogi i chciwy manipulant Ivan Bahn – właściciel olbrzymiej, doskonale prosperującej korporacji Trexx, kontrolującej światową linię podziemnych kolei i przy okazji, przy pomocy wściekle niebieskiego szamponu przeciwłupieżowego Dangst – ludzką świadomość. W tym demonicznym zegarze systemu rolę trybików Saleh przydzielił zastraszonym i apatycznym marionetkom, które w obawie przed utratą posady skrupulatnie nadzorują myśli innych obywateli, ograniczając przez to ich wolność i indywidualność, a także niszcząc relacje międzyludzkie.

Tyrania i szalejący konsumpcjonizm z twarzą córki Bahna – modelki Niny Bahn (rodzinna intryga dodaje pikanterii), wzorowanej na Kim Novak z Zawrotu głowy Alfreda Hitchcocka, stają w szranki z wychudzonym frustratem i neurotykiem Rogerem Olafssonem ze Sztokholmu. Żyjąc w ciągłych obawach o wierność żony i w braku zaufania do metra, bohater niespodziewanie staje się decydującym elementem antykorporacyjnej rozgrywki i razem z piękną Niną obala system.

Taka fabuła Metropii, utrzymanej przy tym w konwencji science fiction, jest co najmniej absurdalna i graniczy miejscami z tandetą rodem z matriksowskich popisówek (weźmy na przykład jedną ze scen końcowych, w której fabryka Trexx eksploduje z wielkim hukiem), od których różni ją m.in. powolne tempo i brak zwrotów akcji. Wszechobecne pesymizm, monotonia i groteska w szaroburym świecie nieproporcjonalnych, anemicznych postaci, przygnębiają i budują posępny do przesady nastrój, dodatkowo podkreślony przez charyzmatyczne głosy Vincenta Gallo, Juliette Lewis oraz Udo Kiera.

Tworzonej przez 6 lat Metropii nie możemy jednak odmówić ciekawej formy plastycznej. Film stworzony w technice polegającej na fotografowaniu rzeczywistości i późniejszej komputerowej obróbce zdjęć, do złudzenia imituje metody kina fabularnego. Karykaturalne obrazy świata zaskakują realizmem, mimo że brakuje w nich barw (pomijając rażący błękit Dangstu i czerwień płaszcza i ust Niny), a twarze postaci z nienaturalnie powiększonymi głowami i wyłupiastymi oczami są sztuczne i nie wrażają żadnych emocji.

Nie wiemy, na ile pewne nadużycia ekspresji, których dopuścił się Tarik Saleh (m.in. odpychająca kreacja głównego bohatera), były świadomym zabiegiem, a na ile niedopatrzeniem, bądź błędem reżysera. Z cała pewnością jednak można stwierdzić, że Metropia w takim wydaniu bezwzględnie dąży do uświadomienia odbiorcy jego sytuacji we współczesnym świecie.

Film został zadedykowany przyjacielowi Saleha – paranoikowi, który, podobnie jak główny bohater, we wszystkim doszukiwał się spisku przeciwko sobie. Reżyser podkreślił, że jego dzieło stanowi uniwersalny zapis ludzkich fobii. Ukazuje ponadto brutalną prawdę o mechanizmach władzy, tyranii, globalizmie i sytuacji europejskich emigrantów, a także manipulacji współczesnym konsumentem, szukającym swojego miejsca w iluzorycznym świecie wiecznego szczęścia, w którym religią panującą jest konsumpcjonizm, a boginią reklama. Sam twórca powiedział: „Dla mnie to nie jest film o przyszłości, lecz o teraźniejszości. W swojej wymowie przypomina mi inny szwedzki film – głośną Videokrację – dokument o imperium Silvo Berlusconiego, polityka, który robi to, co robi, bo może sobie na to pozwolić. Rządzący grają ze społeczeństwem. Posuwają się coraz dalej w swojej władzy. I od nas zależy, gdzie będzie granica ich samowoli. Metropia jest głosem na temat demokracji. Chciałem przypomnieć, że każdy człowiek ma obowiązek przeciwstawienia się tyranii”.

Ta nietypowa animacja, swoją oryginalnością plastyczną zbliżona do Walca z BasziremEsterhazego, jest pewnym rachunkiem sumienia, z którym widz musi się zmierzyć oraz uświadomić sobie, że tym razem to nie totalitaryzm, ale my sami budujemy piekło wybrukowane dobrymi chęciami.