„Pan Tadeusz” w obiektywie Juliana Antonisza

Film stanowi noncamerową adaptację I Księgi Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Reżyser nie daje zapomnieć o technice, w jakiej zrealizował swoje dzieło, gdyż nie tylko poinformował o tym na początku, ale też przerwał poszczególne sceny zdjęciami, na których widać projektor służący do wyświetlania tego rodzaju filmów.

Zdaniem Jerzego Armaty dzieło jest jednym z dowodów postępu, jakiego twórca dokonał w warstwie wizualnej swoich filmów:

„Wystarczy porównać pierwsze jego noncamerowe próby z późniejszymi filmami: Dziadowski blues non camera, czyli nogami do przodu (1978), Ostry film zaangażowany (1978) czy chyba najbardziej perfekcyjny – Pan Tadeusz. Księga I. Gospodarstwo (1980), stanowiący animowaną, dojrzałą i niezwykle oryginalną adaptację fragmentu epopei narodowej” .

Krzysztof Stanisławski natomiast uważa:

„[…] Antonisz ze swoimi tandetnymi środkami wyrazu bierze się nawet za Pana Tadeusza – zakrawać to może na świętokradztwo. […] Niemniej Mickiewicza non-camerowego jeszcze nie było” .

Początkowe kadry filmu wprowadzają nas w słoneczną i pełną zieleni krainę Soplicowa, która roztacza przed nowoprzybyłym Tadeuszem czar wspomnień i tradycji dostatniego, staropolskiego dworu. Skrót Księgi I Pana Tadeusza można podzielić na dwie części: pierwszą, rozegraną w Soplicowie, i drugą, opartą o wspomniany przez Mickiewiczowskiego narratora kontekst polityczny – wojnę napoleońską, zobrazowaną w ostatnich scenach filmu. Podkreślony został w ten sposób kontrast między „cichą wsią litewską” a tonącą we łzach i krwi „resztą świata”.

Charakterystyczna dla środowiska krakowskiego jest waga, jaką przywiązano do montażu. Kamera symbolicznie zaznacza w zbliżeniach istotne dla przebiegu akcji detale (np. oko Tadeusza skierowane na portrety na ścianach, pięści i twarze Rejenta i Asesora w scenie ich kłótni o zająca). Widz podąża śladami Tadeusza – wsłuchuje się we fragment mazurka Dąbrowskiego, wygranego przez „stary stojący zegar kurantowy”, ogląda pokój Zosi, by po chwili dostrzec ją tonąca w ogrodowych kwiatach. Akcja nabiera wówczas tempa, dochodzi do spotkania Tadeusza z Wojskim, z Sędzią, a następnie do uczty w zamku Horeszków. Co znamienne – wydarzenia, częściowo uzupełniane przez lektora, w dużej mierze opowiadane są za pomocą obrazu, bez podpowiedzi słownej, ale zgodnie z treścią pierwowzoru literackiego.

Opowieść podana została w przystępnej formie – plastycznie prostej i bardzo barwnej. Ręcznie rysowane i malowane obrazy dają wyjątkową wyrazistość, kontrast i siłę koloru, choć kreska jest mniej ekstrawagancka niż w innych tego typu dziełach. Plastykę filmu wzbogaca kolaż (przyklejanie na kliszę celuloidową różnych faktur i materiałów) oraz wypalanie w taśmie filmowej, które daje efekt trójwymiarowości oraz ruchu, przede wszystkim ust (szczególnie widać ten zabieg w scenie mowy Podkomorzego o francuszczyźnie). Pulsujący obraz „ożywia” każdą scenę Pana Tadeusza. Pozornie niechlujna i niewyraźna animacja podkreśla groteskowość i chropowatość świata, na który reżyser przetransponował literackie arcydzieło. XIX-wieczna epopeja została zrealizowana w okresie PRL-u, w którym przyszło żyć artyście, stąd prawdopodobnie wzięła się skłonność do absurdu i prześmiewczego traktowania rzeczy poważnych.

Twórca, któremu nie wystarczyły eksperymenty z obrazem, zaczął poszukiwać nowych rozwiązań w sferze dźwięku, który stał się równym partnerem warstwy plastycznej. Zamiłowanie Antoniszczaka do brzmień o rodowodzie ludowym i defiladowym, rozpisanych na instrumenty dęte, sprawia, że jego kompozycje brzmią bardzo podobnie. W filmie muzyka odgrywa dużą rolę – w tle słychać przede wszystkim poloneza, który podkreśla charakter polski
i patriotyczny oraz nadaje rytm wydarzeniom, urozmaiconym efektami dźwiękowymi, takimi jak rozmowy biesiadujących czy huki wystrzałów dział napoleońskich.

Reżyser jako twórca poszukujący inspiracji w codziennych nonsensach, uwydatnia je wykorzystując w swoich filmach komentarze ludzi nie związanych ze sztuką, łącząc je dla kontrastu z głosami zawodowych aktorów.

W przypadku Księgi I dowcipną grafikę uzupełnia dziecięcy głos, chociaż mamy do czynienia z zawodowym lektorem. Można odnieść wrażanie, że są to urywki z Pana Tadeusza czytane przez dziecko, dzięki czemu treść lektury jest łatwiej przyswajana.

Antoniszczak, mimo że tworzył konsekwentnie według zasady supremacji formy nad treścią, proponuje widzowi ciekawe rozwiązania na poziomie tej ostatniej. Reżyser podkreśla koloryt i sielankowość ówczesnej polskiej wsi, wyśmiewa szlacheckie przywary i obyczaje i z dużym dystansem podchodzi do poważnych zagadnień historii i polityki. Gra formy nie przytłacza problemów poruszonych w epopei, ale pozwala traktować je z dużą dozą humoru. Artysta udowodnił, że lekka, żartobliwa forma plastyczna może unieść ciężar tekstu poetyckiego, nawet jeśli grozi to zdemitologizowaniem i sparodiowaniem tego ostatniego. Film łączy w sobie Mickiewiczowski artyzm treści z karykaturalną formą dziecięcych kreskówek i znamiennymi dla filmu eksperymentalnego satyrą i absurdem.

„Działalność tego przedwcześnie zmarłego, niezwykle wszechstronnego twórcy […] wykazywała […], że tradycyjne podziały na film dla dorosłych, dla dzieci i eksperymentalny (czyli, wedle potocznej opinii, dla nikogo) nie muszą obowiązywać” – podkreśla Marcin Giżycki .